Połączenie i Marzenia

czwartek, Marzec 18th, 2010

Połączenie

Bardzo mi przykro, panie Gomulicki, ale tego diabła kupił pan Tuwim… Jak się okazało, Tuwim otrzymywał od Jonasza szczotkową odbitkę każdego katalogu, jeszcze na kilka dni przed rozesłaniem go do innych klientów, i w ten sposób był w stanie wyprzedzić wszelkiego rodzaju konkurencję. – A czy jest przypadkiem podróż do Biłgoraja, numer pięćset sześćdziesiąt jeden? – spytałem w końcu, tupotowi gołych nóg i niezrozumiałym okrzykom pląsających. W pewnej chwili oko czytającego zatrzymało się na słowie „nigra”, a zaraz potem w czarną, upalną noc afrykańską popłynęły z wilgotnych kart książki słowa dziwne, tajemnicze i niezrozumiałe, słowa łacińskich wierszy Calpurniusa, przywołanych przez siedemnastowiecznego pisarza-dziwoląga. Przedziwne połączenie tej kunsztownej skargi rozżalonego kochanka, tej dzikiej muzyki, tych namiętnych okrzyków i pląsów, tej upalnej nocy i tego nierealnego środowiska wywołało w wyobraźni pisarza nowe a interesujące, kontrastowe skojarzenia poetyckie i rozbudziło nieprzeczuwalną tęsknotę.

Marzenia

Zgasił wówczas światło i oddał się spokojnemu marzeniu, już tylko na pół świadomie przysłuchując się tanecznemu zgiełkowi dochodzącemu z oświetlonej księżycem polany. Takie osobliwe przeżywanie jakiegoś utworu poetyckiego na fali aktualnego wzruszenia czy nastroju sprzyjającego pewnemu konkretnemu, w szczególny sposób zabarwionemu odbiorowi jego obrazów i sytuacji, to okoliczność znana nie tylko estetykom, psychologom i badaczom literatury, zastanawiającym się nad tak zwaną identycznością dzieła literackiego, ale również samym pisarzom, którzy niejednokrotnie opisywali tego rodzaju wypadki (Chateaubriand, Lamb, Stendhal, France i wielu innych), a nawet domagali się czasem od czytelników specjalnej „inscenizacji” pewnych swoich utworów, które dopiero wtedy mogły wystąpić w całej swojej okazałości – albo w całej osobliwości – umożliwiając co wrażliwszym odbiorcom albo właściwsze, albo pełniejsze, albo wreszcie intensywniejsze przeżycie ich indywidualnych walorów (Lamartine, Wagner; po części Huysmans i inni).

Katalog i Ulubione miejsce

poniedziałek, Marzec 8th, 2010

Katalog

Bywałem tam prawie wyłącznie, podobnie jak w „Placówce”, po otrzymaniu katalogu, czyli owych głośnych początkowo „Szpargałów”, założonych bodaj z inicjatywy Tuwima i przez pierwsze dwa lata łączących aktualny katalog antykwaryczny z częścią artykułową. Najzupełniejszym przeciwieństwem kwaśnego Mrozowskiego i sztywnego Fiszlera – i to chyba pod każdym względem – był maleńki a żywy jak iskra Jonasz, mający swój antykwariat w drugim domu od rogu Nowego Światu (nr 4). Stanowiąca ów antykwariat długa, wąska i ciemnawa izba, zapełniona pod sam sufit półkami, sprawiała dość zabawne wrażenie, była bowiem podobna do wnętrza jakiegoś dziwacznego potwora morskiego, po którym to wnętrzu – niby biblijny Jonasz – uwijał się właściciel, zawsze wyjątkowo uprzejmy dla klientów i obdarzony iście fenomenalną pamięcią. U niego to właśnie najczęściej bodaj bywałem, zaskarbiając sobie z czasem sympatię tego antykwariusza, doskonale pamiętającego o moich dezyderatach i pozwalającego mi swobodnie grzebać po regałach.

Ulubione miejsce

Najchętniej wybierałem w tym celu prawy kąt w głębi antykwariatu, tam bowiem Jonasz urządził coś w rodzaju księgarskiej kwarantanny, i wyciągałem stamtąd, jedną po drugiej, co cieńsze i co ładniej oprawione książczyny, pośród których można było prawie zawsze znaleźć coś bardziej interesującego. Cóż ja tam jednak upolowałem? Wytężam pamięć, ale tym razem widzę jedynie długi szereg tomów i broszur, których tytułów – z jednym tylko wyjątkiem (o czym niżej) – nie udaje mi się jednak przypomnieć. Wiem tylko, że było ich bardzo dużo, co łatwe do zrozumienia, ponieważ Jonasz nie specjalizował się – jak Fiszler i Babecki – w niektórych jedynie „amatorskich” działach książkowych (heraldyka i genealogia, numizmatyka, militaria, varsaviana, łowiectwo itd.), ale kupował wszystko, co mu wpadło w ręce, ponieważ zaś dużo jeździł po kraju, a ponadto był obdarzony znakomitym węchem antykwarskim, zawsze więc można było znaleźć u niego, i to po cenie parokrotnie niższej od cen innych antykwariuszy, najrozmaitsze bibliofilskie cymelia.