Treść i nastrój i Historia

poniedziałek, Marzec 15th, 2010

Treść i nastrój

Treść i nastrój uroczej powieści Cazotte’a doskonale harmonizowały ponadto z innymi moimi ulubieńcami. Przede wszystkim z Rękopisem znalezionym w Saragossie Jana Potockiego, a także, choć w mniejszym stopniu, z powieścią Anatola France’a Gospoda Pod Królową Gęsią Nóżką, w której autor wykorzystał wiele motywów słynnej książki księdza de Vili ars Le Comte de Gabalis ou Entretiens sur les sciences secretes (1670), korespondującej z kolei – poprzez występujące w niej ondyny, gnomy, sylfy i salamandry – z moim ukochanym Złotym garnkiem Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna. Cóż to zresztą za rozkoszna i obiecująca przygoda – romans z zakochaną diablicą! Przypomniałem sobie owe możliwości w roku 1934, gdy podczas jednej z wizyt w Bibliotece Krasińskich wpadł mi w rękę pierwszy polski przekład powieści Cazotte’a. Przeczytałem go wtedy za jednym zasiadem, a umieszczona w nim piosenka Biondetty wydała mi się przede wszystkim nawet dużo, naprawdę dużo bardziej interesująca aniżeli w tłumaczeniu Tuwima.

Historia

Wszystkie te przeżycia i wrażenia odżyły we mnie natychmiast po przejrzeniu przysłanego katalogu Jonasza. Natychmiast też, aby wyprzedzić innych ewentualnych amatorów, puściłem się z Zielnej na Świętokrzyską i już po dziesięciu minutach znalazłem się w anty-kwarskim Wnętrzu Wieloryba. – Proszę o numer sto dwudziesty trzeci – zwróciłem się zaraz do urzędującego za ladą ekspedienta (czy ekspedientki, bo już nie pamiętam). – To ma być Diabeł rozkochany. Zaindagowany zajrzał na półkę, później do własnego katalogu i oświadczył z flegmą, nie orientując się, jakie to dla mnie ważne. – Tego już nie ma. Sprzedane. – Jak to „sprzedane”? – wykrzyknąłem rozczarowany i zagniewany. – Przecież dopiero co rozesłaliście swój katalog. Czy już dzisiaj był ktoś przede mną? – Pan sobie życzy, panie Gomulicki? – rozległ się nagle głos Jonasza, który wyłonił się z pomieszczenia za sklepem. Diabła sobie życzę, panie Jonasz, ale widzę, że już wrócił do Piekła… Nastąpiła seria pospiesznych uściśleń, a zaraz potem ostateczne wyjaśnienie Jonasza.

Księgozbiór i Rekompensata

piątek, Marzec 5th, 2010

Księgozbiór

Znał się on dość dobrze na książkach i miewał czasem na swych półkach istne rarytasy bibliofilskie, tak wysoko jednak wycenione, że mogli sobie na nie pozwolić wyłącznie ludzie zamożni. Wychodząc od Jabłonki i wędrując w stronę Mazowieckiej wstępowałem dość często – była to bodaj kamienica narożna – do antykwariatu „Światło”, przemianowanego z czasem na „Placówkę”. Kierownikiem tego antykwariatu (za którego pośrednictwem, dodam nawiasowo, rozszedł się w 1919 r. księgozbiór mego ojca) był w moich czasach Wacław Mrozowski, człowiek uprzejmy nawet, ale tak kwaśny zawsze i tak boleśnie skrzywiony, że odstręczał co wrażliwszych klientów. Tych zwłaszcza, co lubili na własną rękę pomyszkować po regałach z książkami, a od czasu do czasu pośmiać się nawet i pożartować. Należałem do tej właśnie ich kategorii, toteż do „Placówki” chodziłem najchętniej wtedy, gdy przysłano mi jej nowy katalog (początkowo był on powielany) i gdy znalazłem w nim jakieś potrzebne mi pozycje – to były bardzo przyjemne momenty.

Rekompensata

Wtedy jednak przychodziłem tam tyle razy, ile tylko razy przypłynęła mi gotówka. I w tym antykwariacie zdobyłem jednak sporo smakołyków bibliofilskich. Był między nimi bardzo rzadki tomik komedii Woltera-Trembeckiego Syn marnotrawny (1780), ogłoszony pod nazwiskiem Ludwika Azarycza, były – o ile pamiętam – zbiorki poetyckie Felicjana (Faleńskiego) i był, co najważniejsze, piękny i trefnie zilustrowany egzemplarz jednego z pierwszych francuskich wydań Niebezpiecznych związków Laclosa. Chyba to zupełnie godziwa rekompensata za kwaśne humory gospodarza? A teraz skok przez Mazowiecką, z postojem pod nie-wielką jednopiętrową kamieniczką (nr 10), do której młody Fiszler przeniósł w 1932 r. swój antykwariat, urządzając go tutaj na sposób bardziej europejski, na wystawie zaś umieszczając teraz nie tylko książki, ale również – za przykładem Jakuba Mortkowicza – stare ryciny. Najczęściej poszczególne plansze ze słynnego Kramu malowniczego Jana Feliksa Piwarskiego albo z Albumu widoków polskich Napoleona Ordy.

Miejsca i Antykwariat

środa, Marzec 3rd, 2010

Miejsca

I w przypadku Galla zapamiętałem wygląd kupionego wtedy egzemplarza: był czyściutki, nieobcięty, w żółtym półskórku i z prostokątnym grzbietem. Rzadko tam chodziłem, właściciel nastawił się bowiem na dwie specjalności, które były dla mnie obojętne: sprzedaż używanych podręczników szkolnych i uniwersyteckich oraz popularnych dzieł z zakresu darwinizmu, seksuologii i chorób wenerycznych. Równie rzadko widywał mnie Baumkoler, łysy, brodaty i niechętny klientom staruszek, którego antykwariat leżał również po nieparzystej stronie Świętokrzyskiej, ale już poza placem Napoleona, bliżej ulicy Marszałkowskiej. Pora już jednak, żeby przejść na drugą stronę ulicy i zacząć wędrówkę w kierunku odwrotnym, do Nowego Światu. Otóż najbliżej Marszałkowskiej znajdował się (mniej więcej do 1935 r.) spory antykwariat Joachima Babeckiego, który ostrogi antykwarskie zdobył przy swym teściu, Englercie, ale któremu zawsze przeszkadzało w interesach słabe zdrowie, coraz częściej zmuszające go do korzystania z pomocy małżonki.

Antykwariat

Po tej samej stronie Świętokrzyskiej znajdował się jeszcze antykwariat Millera, nawet z daleka łatwy do odróżnienia z powodu zielonego koloru bocznych szafek wystawowych. Sporadycznie jedynie odwiedzając Babeckiego, stale jednak zachodziłem do niedaleko położonego „Bazaru Literackiego”, najpierw do starego Jakuba Jabłonki, a później do jego sukcesorów. Przyjmowano mnie tam zawsze w sposób wyjątkowo uprzejmy, książki zaś wyceniano w sposób bardzo umiarkowany, toteż nabyłem tam sporo rozmaitych dzieł, głównie „młodszych” zresztą, przede wszystkim zaś wiele książek mego ojca oraz po moim ojcu, a także rzadkich zbiorków poetyckich i nowelistycznych. W „Bazarze” również udało mi się kupić piękny egzemplarz słynnej wiedeńskiej edycji Sofijówki Trembeckiego (1815), ozdobiony kompletem akwatint pejzażowych, tym się jednak różniący od innych, że obydwa portrety autorskie (tj. Trembeckiego oraz jego tłumacza, hr. de Lagarde) miał jedynie w litograficznych kopiach, wykonanych w 1836 r. w warszawskim zakładzie litograficznym