problemy z czytaniem

Pokonać problemy, aby spełnić marzenia

piątek, Styczeń 1st, 2010

Problemy z czytaniem

Pamiętam, gdy w dzieciństwie miałam przeczytać w trzeciej klasie Dzieci z Bulerbyn. To było dla mnie straszne. Po przeczytaniu może 20 stron w ciężkich bólach, zalewałam się łzami, a do tego były jeszcze ferie, więc nie mogłam się bawić z rówieśnikami. To była tragedia, bawić się nie mogę, a czytanie nijak mi nie idzie. Gdy patrzę teraz na dzieci brata, widzę, że jednak mama w dzieciństwie mniej mi czytała, może stąd ta nagła moja awersja i panika przed przeczytaniem 350 stron, w każdym razie książka była dla mnie wtedy tomiskiem. Wydawała mi się jakąś ogromną encyklopedią, którą będę czytać wieki. Tragedia w jakiś sposób się rozwiązała, ponieważ w drugi tydzień ferii jechałyśmy z siostrą i kuzynką spędzić ostatni tydzień ferii u cioci, a ciocia miała czytać mi lekturę w miarę wolnego czasu, co też skrupulatnie czyniła. Ile zapamiętałam, z tego, co ciocia przeczytała? Raczej niewiele, bo pamiętam do dziś tylko pierwsze strony, zatem te, które przeczytałam sama. Gdy dorosłam, zrozumiałam, że warte jest czytanie samodzielne, to ono najbardziej wzbogaca.

Być bohaterem książki

Cieszy mnie dziś fakt, że  męczarniach z czasów podstawówki, dojrzałam do myśli, że książkę należy przeczytać samemu, że w trakcie procesu czytania, wcielamy się sami w bohaterów, staramy się wspólnie razem z nimi przeżywać, nawet i doradzać. Wchodzimy po prostu w ich świat, wcielamy się w nich. Ale nawet w gimnazjum to było czytanie w sumie pod przymusem. Kto wie, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby nie wymuszone kartkóweczki, które skrupulatnie omijałam. Dziękuję dziś za to mojej polonistce, że pod wpływem jej gróźb, zrozumiałam, że książka wzbogaca osobowość człowieka. Zgadzam się dziś ze studenckim powiedzeniem: Lepiej późno niż później. W liceum już chętniej czytałam, choć książek z poza kanonu było niezbyt wiele w mojej licealnej karierze. Chyba na studiach dopiero ostatecznie dojrzałam, bo nawet wyśmiewałam niektóre lektury, przeczytawszy uprzednio jakieś streszczenie. Zaczęłam wybierać to, co bardziej mnie interesowało. Robiłam i robię do tej pory dość dziwną rzecz, którą powtarzam także, oglądając filmy – zaczynam od końca, by zobaczyć, jak dobre jest zakończenie.